Recenzja książki „Pan Przeznaczenia”

Autor: Jakub Mrozowski
Wydawnictwo: Nie Powiem
Gatunek: fantasy, science fiction
Premiera: 17 czerwca 2026
Liczba stron: 336
Los potraktował cię źle? Zniszczył ci życie? Odebrał szansę na szczęście? A jeśli los ma twarz i mógłbyś rozkwasić mu nos? Odważyłbyś się?
Powieść Jakuba Mrozowskiego „Pan Przeznaczenia” trafiła do księgarń 17 czerwca, dlatego dzisiaj chcę Wam pokazać, czy warto uzbroić się we własny egzemplarz.
Książka przedstawia cztery życia, cztery historie. Czterech mężczyzn, którym los podkładał kłody pod nogi, zdeterminowany, aby ich przewrócić, a potem wyciągnął pomocną dłoń.

Ryba na haczyku
Tą rybą byłam ja. Niewątpliwie złapano mnie na haczyk, bo połasiłam się na ciekawość. Historia rzuca w nas pytaniami od pierwszych stron. Rosną one w liczbie, a akcja złośliwie popycha nas do przodu. Napiera na plecy, żebyśmy przypadkiem nie zapomnieli przerzucić kolejnej strony.
Rozwiązujemy jedną zagadkę – pojawia się następna. Tamta dostała rozwiązanie? Jaka szkoda, teraz stawka jest jeszcze większa. A kiedy już wiemy, o co chodzi, akcja pędzi z maksymalną prędkością, uniemożliwiając wysiadkę.
Galeria osobowości
Bardzo lubię, kiedy główny bohater wzbudza moją sympatię od pierwszych sekund. Tutaj mamy aż sześć ważnych postaci i jakoś nie bardzo potrafiłam ich polubić. Mam przeczucie graniczące z pewnością, że właśnie o to autorowi chodziło.
Za to odczuwałam inną emocję. Kiedy docierałam do zakończenia każdej księgi (bo książka jest podzielona na cztery takie części), nie czułam sympatii. Czułam szacunek. Szacunek do kogoś, kto podjął rękawicę. Szacunek do duszy wojownika. To zdarza się w literaturze raczej niezbyt często.
Paniom już podziękujemy
Bohaterowie to mężczyźni. I jakoś tak się złożyło, że w życiu każdego z czterech panów, którym przytrafił się los, jest kobieta. Znajdziemy tu relacje damsko-męskie na różnych etapach. Mamy postać zauroczoną, która jeszcze nie jest w związku. Znajdziemy bohatera z wieloletnim stażem małżeńskim oraz to co jest pomiędzy.
Muszę wbić tę szpileczkę, ale weźcie pod uwagę, że jestem kobietą i patrzę z kobiecej perspektywy. Solidarność jajników czy coś.
Postacie kobiece nie dostały tyle przestrzeni co męscy bohaterowie, choć paradoksalnie odgrywają w tej historii ogromną rolę. To wokół nich obraca się wiele najważniejszych decyzji, motywacji i zwrotów akcji. W wielu momentach to właśnie na nich skupia się uwaga czytelnika.
I właśnie dlatego mam z nimi największy problem.
Panie bardziej istnieją w centrum wydarzeń, niż żyją w przedstawionym świecie. Brakuje im tchnienia życia, którym zostali obdarowani główni bohaterowie. Mam wrażenie, że istnieją przede wszystkim dlatego, że wymaga tego fabuła. Są narzędziem, nagrodą albo mechaniką napędzającą decyzje i motywacje męskich bohaterów.
Być może nie zwróciłabym na to aż takiej uwagi, gdyby były zwykłymi postaciami drugoplanowymi. Problem polega na tym, że ich obecność ma ogromny wpływ na całą historię. Im większe znaczenie mają dla fabuły, tym bardziej uwiera mnie to, że same w sobie pozostają niepokojąco blade.
Autor nie pierwszy i nie ostatni potknął się na budowaniu żeńskich postaci. Z tego, co wiem, jest to problem znacznie szerszy i nie dotyczy wyłącznie mężczyzn.
Pan Przeznaczenia
Miałam tutaj wetknąć kolejną szpileczkę, ale jednak zmieniam zdanie.
Mężczyzna w niebieskim garniturze jest nieskończenie enigmatyczny. Od początku chcemy dowiedzieć się, kim jest i dlaczego pogrywa ze śmiertelnikami. Miał wzbudzać strach, ale i ciekawość. Przez całą książkę towarzyszy nam, wodząc za nos bohaterów, a przy okazji również czytelnika.
Miałam taką myśl, że skoro mamy do czynienia z potężną postacią o wielkiej mocy, to wzbudzanie strachu poprzez czystą przemoc fizyczną jest trochę leniwym rozwiązaniem. Zmieniłam jednak zdanie. Stało się to za sprawą pochodzenia Pana Przeznaczenia. Jeśli umieścimy go wśród jemu podobnych, ta brutalność staje się całkowicie zrozumiała.
Jakie to środowisko? Tego ode mnie się nie dowiecie. Idźcie sprawdzić sami!
Ale wciąż troszkę chciałabym, żeby dżentelmen w niebieskim garniturze knuł i spiskował bardziej.
Nie ma lekko
Powieść Jakuba Mrozowskiego nie jest opowieścią lekką ani emocjonalnie bezproblemową. Autor porusza wiele trudnych zagadnień i zupełnie nie ma zamiaru pudrować brutalnej rzeczywistości.
Bohaterowie mierzą się z żałobą, strachem, przemocą, gubieniem własnej drogi i wszystkim tym, co może stanąć na drodze każdego z nas. Dostaniemy sceny targania się na własne życie i życie innych. Padną pytania dotyczące etyki. Będziemy patrzeć, jak bohaterowie miotają się między tym, co powinni zrobić, a tym, czego desperacko pragną.
Jeśli więc szukacie opowieści do poczytania pod kocem w wolny wieczór i wybór padnie na „Pana Przeznaczenia”, koniecznie weźcie ze sobą domowego futrzaka. Może się okazać, że będzie potrzebny do przytulania.
Poruszane wątki nie zostały wrzucone do książki na siłę. Wszystkie grają z opowieścią do tego samego rytmu. Powraca też motyw mężczyzny, który ma trudności z mierzeniem się z życiem, oraz kobiety, która odchodzi.
Zapamiętajcie jedno: jeśli weźmiecie tę książkę do ręki, lekko nie będzie. Ale wiem, że spora część z Was właśnie na to liczy.
Fundamenty
Najbardziej imponuje mi szkielet opowieści. Niestety nie mogę się nim zachwycać zbyt długo, bo jeśli upuszczę choć jeden spoiler, popsuję Wam zabawę.
Miejcie jednak na uwadze, że to właśnie główna oś fabuły i sam Pan Przeznaczenia są daniem głównym.
Z tego, co wiem o tworzeniu historii, zakończenia są trudną sztuką. Jeśli uda się stworzyć finał, który jest naturalnym wynikiem całej fabuły, można mówić o sukcesie. A tutaj właśnie tak jest.
Pod powierzchnią
Tysiące słów w książce robią dokładnie to, co powinny robić słowa w książce. Pokazują nam wizję autora. W „Panu Przeznaczenia” robią właśnie to.
Autor nie próbuje popisywać się językiem. Styl pozostaje prosty i podporządkowany historii. Gdyby stał się zbyt kwiecisty i poetycki, podejrzewam, że zacząłby odciągać uwagę od wydarzeń. W obecnej formie jest po prostu dobrym narzędziem do opowiedzenia historii.
Żałuję jedynie, że autor momentami poskąpił opisów wewnętrznych przeżyć bohaterów. Mam wrażenie, że w kilku miejscach zbyt spieszymy się do kolejnej sceny i przez to niektóre fragmenty wydają się skrócone. Być może to po prostu kwestia moich preferencji.
A skoro jesteśmy już przy technikaliach, książka została bardzo ładnie wydana. Pozbawiony twarzy niebieski garnitur wygląda trochę inaczej, kiedy zamknie się ostatnią stronę.
Podsumowanie
Kiedy mam ochotę przeczytać książkę, mój wybór raczej nie pada na dramat czy thriller. Szukam w książkach ciepłych, przyjemnych emocji. Schronienia. Odpoczynku. Bezpieczeństwa. Potrzebuję powtarzalnych, znajomych schematów i sympatycznego bohatera, któremu niemal wszystko udaje się za pierwszym razem.
Czyli, w kompletnym skrócie, potrzebuję więcej isekajów!
Dlatego „Pan Przeznaczenia” nie jest książką dla mnie. Jest dokładnym zaprzeczeniem wszystkiego, czego zazwyczaj szukam w literaturze.
Jeśli miałabym wskazać największą wadę, byłby nią pośpiech. Czuję, że ta historia wiele by zyskała, gdyby pozwolono na jeszcze jedną rundę redakcji. Nigdy nie uwierzę, że świetne pomysły z głównej osi fabularnej nie miały szansy mieć sobie podobnych w mikroskali każdej księgi. Czuję, że dokładnie tyle zabrakło do bezsennej nocy.
Dlatego dla „Pana Przeznaczenia” leci ocena:
„Bochenek chleba wyciągnięty z pieca o pięć minut za wcześnie” / 10.
Jeśli szukacie akcji i trudnych dylematów, warto dać temu tytułowi szansę.
Wybór należy do Was.
Jesteście w końcu odpowiedzialni za własny los.
Wiedźma Nox